Strona główna (foto: Tybet zachodni - równina Barkha) Strona główna | Alpy | Indie Pn | Indie Pd | Nepal | Pamir'05 | Kirgistan | Chiny | Tybet | Linki | Kontakt


NEPAL 2002


Mapka Nepalu Galeria #1 - slajdy
Galeria #2 - negatywy
Galeria #3 - BW
Galeria #4 - szpargały
Galeria #5 - zdjęcia Adama i Asi Jakackich

Do Nepalu najprościej (i najtaniej) można dostać się z Indii. Można oczywiście też z Tybetu (drożej) lub samolotem skądkolwiek, ale to drogo i nie po bożemu. Przekroczyliśmy granicę indyjsko - nepalską w miasteczku Sonauli (Sunauli) a po stronie nepalskiej Bhairawa. Dalsza podróż to ponad 10 godzin podziwiania widoków himalajskich z nosem przy szybie zatłoczonego autobusu marki Tata.
    Udaliśmy się w Himalaje aby zaatakować górę Singu Chuli (6501 mnpm), która położona jest w jednej z bocznych grani masywu Annapurny. Po 5 dniach trekkingowego podejścia do Annapurna Base Camp, w którym towarzyszyły nam Magda i Basia, zaczęliśmy naszą akcję jednak nie dane nam było zdobyć wierzchołka. Osiągnęliśmy wysokość 5900 mnpm i z powodu załamania pogody i związanego z nim zwiększonego zagrożenia lawinowego zeszliśmy w dół. Poźniej odwiedziliśmy jeszcze sławne Poon Hill i najgłębszą (jak mówią) dolinę świata - Kali Gandaki, która położona jest między dwoma ośmiotysięcznikami: Annapurną i Daulaghiri. Mapki naszych można znaleźć w galerii szpargałów. Zapraszamy też do pozostałych galerii.
    Nepal kusi możliwością uprawiania raftingu. Polecił nam to Dominik Bac i rzeczywiście miał rację, warto tego spróbować. Wybraliśmy spływ rzeką Kali Gandaki (trudność IV+) kosztuje to (po utargowaniu z 90$) ok 60$/os za trzy dni moczenia się w spienionej wodzie, pod dowództwem wesołych instruktorów z Lotus Waves Nepal.
    Warto też pamiętać o bogatym dzictwie kulturowym tego kraju. W Kathmandu spędziliśmy ponad tydzień włócząc się zaułkami starego miasta, nie oblężonego jeszcze przez turystów, odkrywając inny świat. Krzyżują się tu drogi wielu narodowości i religii. Właśnie w Nepalu pierwszy raz doświadczyliśmy bezpośreniego kontaktu z tybetańskim buddyzmem co zaowocowało później naszą szaloną wyprawą do Tybetu.
    Nepal ma też swoje drugie oblicze. Gdy wróciliśmy z gór do miasta zaczynał się sezon turystyczny - przepełnione (w sezonie) turystami Kathmandu dalej było kolorowe i porywające ale już nie tak wyjątkowe jak wcześniej. Warto wtedy znaleźć jakieś mniej znane turystom miejsce (Ason-tole albo knajpka Momo na zachod od Thamelu) i tam spędzać wolne chwile.



Listy z Nepalu

Są to wybrane fragmenty naszej korespondencji z Nepalu, i zamieszczone zostały bez większych poprawek. Dlatego brak np. polskich znaków. I tak jak to było w Indiach - listy nie oddają naszych przeżyć tutaj nawet w 5%.

Date: Fri, 13 Sep 2002 09:14:44 -0700 (PDT)
Subject: Nepali

Witojcie.

Po zwiedzeniu Swiatyn w Kajurhao pojechalismy do Delhi (przez Agre) i nastepnego dnia po calodziennym oczekiwaniu (w parku) na pociag pojechalismy na wschod przekroczyc granice Nepalu.
    Udalo sie ale nie bez problemow. Nie mielismy na granicy kartki z lotniska , ktora nam zabrali na... lotnisku :). Ale sie udalo.
Pojechalismy nastepnego dnia do Kathmandu. Droga wiodla przez Himalaje, takie jeszcze nie wysokie (2500mnpm) ale bardzo strome i malownicze. To jest inny swiat niz Indie. Ludzie inni.
    Kathmandu jest magiczne , czuje sie pewien klimat gorski. Czujemy sie jak nowo narodzeni, szczegolnie po kolacji w Tybetanskiej knajpie Langtang (polecamy - tanio i milo). :)


Date: Mon, 16 Sep 2002 06:07:47 -0700 (PDT)
Subject: z kathmandu

Hej!

Siedzimy juz kolejny dzien w Kathmandu. Dzisiaj Maoisci zarzadzili strajk generalny i wszystko jest pozamykane, bo sie ludzie boja. Po ulicach chodzi duzo policji oraz zolnierze, co wygladaja jak marines (tyle ze Nepalscy) z roznymi wielkimi giwerami i karabinami w rekach. Czujemy sie dziwnie ale bezpiecznie.
    Bylismy zwiedzac Stupe (Monkey Temple) na skraju miasta, na wzniesieniu. Swietna byla, trafilismy na modlitwy mnichow w klasztorze. Niesamowite przezycie. Kadzidla, mantry, usmiechnieci mali mniszkowie, wszedzie czerwono, ale co na nas najwieksze wrazenie zrobilo to muzyka i instrumenty. Poczulismy sie jak bysmy byli w dawnym tybecie jak z pewnych znanych filmow. Niesamowite. Basowe traby Dung, piskliwe klarnety Rgaling, wielki wiszacy beben Rgna ,talerze i dzwony i dzwonki Ting Sha. Nie zapomnimy tego. I Ci ludzie tutaj sa jacys tacy spokojniejsi.
Jutro pojdziemy na inna stupe (Bouddha Stupa) o zmierzchu kiedy oswietlona jest cala lampkami maslanymi.


Date: Thu, 19 Sep 2002 04:25:16 -0700 (PDT)
Subject: przed rzeka

hej

U nas wszystko w porzadku, poza tym, ze Daria zatrula sie zepsutym bananowym Lassi i jest "Lassi Wroc" prawie.
    Dzisiaj nabylismy jedzenie na czas wspinania, ponadto uzupelnilismy nasz szpej o 2 sruby do lodu, 2 szable sniezne i line poreczowa (34 metry na trudny odcinek) Teraz sie zastanawiamy, czy nam plecaki to wytrzymaja :) no i czy my to wytrzymamy ...


Date: Thu, 19 Sep 2002 04:44:27 -0700 (PDT)
Subject: Spokoj = Shanti

czesc

Miasto (Kathmandu) jest bardziej "europejskie" niz miasta indyjskie (moze z wyjatkiem Bombaju) ale i tak mu do Europy jeszcze jakies 7000 km :).
    Golebie sa tu wszedzie i wroble tez, trawa tez jest ale poza tym jest duuuzo zielonych papug, malpy, krzaki mimozy rosna przy drodze w rowie itd... palmy, bananowce.


Subject: Pokhara

Czesc.

Dzisiaj sobie poplywalismy lodka po jeziorze, poplywalismy tez poza lodka :) Bylo bardzo przyjemnie. Moze pojdziemy pograc z Nepalczykami jakas muzyke , swietna zabawa. Poki co to nas w nocy czasem budzi pies wlascicieli hoteliku.
    Duzo sie nauczylismy o realiach Nepalu i sytuacji politycznej w Azji bo czytamy lokalne gazety :)
    Nasze dni wygladaja tutaj bardzo luzacko (jak to w Pokharze - raju hipisow), chodzimy sobie po miescie, ktorejest raczej nastawione na bogatych turystow (knajpki, restauracje, sklepy, wszystko drogie, buu... )


Date: Tue, 24 Sep 2002 23:18:26 -0700 (PDT)

Czesc

Wrocilismy z raftingu cali i zdrowi. Taki splyw to niesamowita rzecz. Ciezko to opisac. nie byla to wycieczka, tylko ostra jazda. na samym poczatku Jakub wypadl, a wlasciwie fala wyjela go z pontonu. Wyjelo tez nam przewodnika (czyli kapitana)
    Pojutrze wychodzimy na trekking do bazy pod Annapurna (7 dni), skad dalej idziemy (juz bez Magdy i Baski) do bazy pod Singu Chuli, na ktory chcemy wejsc. Akcja powyzej bazy zajmie nam jakis czas, po czym wrocimy ta sama trasa na dol i podejdziemy (jesli nam czasu starczy) gdzies jeszcze.


Date: Sun, 20 Oct 2002 01:04:38 -0700 (PDT)
Subject: zeszlismy z GOR

Czesc.

Po 3 tygodniach ostrego (zazwyczaj) lazenia plecaki i himalajskie deniwelacje ostro daly nam w... tylek. A bylo to tak: wystartowalismy na Singu Chuli z Machhapuchhre Base Camp (3700) , do ktorej dojscie to byly 4 dni trekingu , caly prawie czas do gory z 800m. Z 30 kg plecakami na pleckach.
    Po zejsciu potwornie stroma i osypujaca sie morena do lodowca , ktory splywa spod Annapurny 1 bylismy juz tak wyrypani, ze nie mielismy zadnej ochoty isc dalej. Ale jakos, po calym dniu potwornie meczacego marszu z plecakami weszlismy na 4200 (4300?) do bazy Singu Chuli.
    Nastepny dzien dotargalismy sie do obozu wysokiegio na 4900m, co tez bylo meczace, nawet bardziej bo to prawie 5000 m. Na nastepny dzien Daria musiala leczyc nogi, bo plastikowe buty daly sie ostro w kosc (doslownie). Zalozylismy oboz I na 5300 (5400 ?) na lodowcu. Potem zostawilismy wysoki (Widoki byly tam cuuuudne i niesamowite) depozyt (poreczowka i szbale sniezne i sruby lodowe i troche innego szpeja) az na 5900 mnpm i wrocilismy nizej. Na drugi dzien rano przywital nas piekny.... NIZ !!! Zaczal sypac snieg a nad Machhapuchhre pojawila sie klasyczna nizowa soczewkowata chmura, ktora przepowiedziala co sie dalej stalo. Zaczal padac ostry snieg. Pelni nadziei na poprawe pogody (w Himalajach he he he .... :) )poszlismy mimo to do obozu I na 5400 (?) . Niestety w miedzy czasie rozpetala sie sniezyca, wiec podjelismy decyzje o powrocie do High Campu na 4900. Zabralismy tez nasze depozyty z obozu I.
    Pelni nadziei ze sie poprawi ta pogoda przeczekalismy noc w namiocie zasypywanym przez straszne ilosci sniegu.Nasza noc uplynela na odkopywniu tego namiotu. Rano wiadomo bylo, ze taka ilosc sniegu i utrzymujacy sie (przez nastepny 1,5 tygodnia jak sie potem okazalo) niz nie wpusci nas na wierzcholek. Dlatego zdecydowalismy sie na odwrot, bylismy juz troche zmeczeni. Schodzilismy do Machhapuchhre BC po trawkach zasypanych sniegiem. Wogole w padajacym i lezacym sniegu. Musielismy trawersowac strome, podciete stoki co meczylo nie tylko fizycznie ale bardziej psychicznie.
    Na koniec dobil nas fakt, ze koreanska wyprawa, ktora miala nam zostawic poreczowke na 20m skalnej pionowej scianie , po prostu ja sobie zabrala i tym samym nasz odwrot (juz na 3800m) dlaje przebiegal nieciekawie. wspinaczka w plastikach i z 30kg plecakami po mokrych lupkach nie jest przyjemna. Na szczescie zrobilismy poreczowke z naszej liny, ale i tak nas ten odcinek strasznie wymeczyl.Pozniej doszlismy do MBC, gdzie odpoczywalismypo tym wszystkim przez 2 dni siedzac i jedzac w towazystwie ciekawych (lub nie) ludzi.
    Potem poszlismy (juz zwykly trekking) na Poon Hill, skad widac Daulaghiri i dalej do Tatopani , gdzie kapalismy sie w goracych zrodlach.Teraz siedzimy w Pokharze i leczymy nogi i co wazniejsze plecy. SCHUDLISMY kazdy po 9 / 10 kg. Jakub wazy teraz 58 kilo. :)


Date: Sat, 26 Oct 2002 05:19:56 -0700 (PDT)
Subject: Uwaga

Czesc

Teraz naszym problemem jest
1) spakowac plecaki
2) dowiezc to do Delhi (*)
3) zmiescic sie w dozwolonych kilogramach

poki co , nasz problem sie odciagnal na 2 dni. boo...... :)
    Okazalo sie , ze Maoisci zablokowali dwa poludniowe stany Nepalu (Teraii) co oznacza zablokowanie 2 glownych (i jedynych, bo Nepal ma 2 drogi :) autostrad = drog. W ten sposob nie mozemy sie wydostac z Kathmandu az do 29.10. Nasz problem polega na tym , ze bilet na pociag do Delhi mamy 28.10. To tez przepada nam kolejna liczba pieniazkow ale tez i pewnosc podrozy w miare komfortowych warunkach. Naszym celem jest teraz dostrac sie do Delhi przed odlotem. :)

Oczywiscie nikt w Nepalu nie wie jak sobie poradzic ze zmiana daty na bilecie klolejowym.
    postanowilismy zatem pojechac 29.10 , zlapac na stacji naczelnika stacji i blagac Go o miejsca rezerwowane w pociagu , bo to 15h jazdy. A oprocz tego chcielismy jeszcze od razu jechac do Agry. Plany sie pokomplikowaly, ale mamy nadzieje, ze zdazymy do Delhi.
    To niesamowite co z Nepalczykami robi strach przed Maoistami. Nikt nie pojedzie, za zadne pieniadze przez kolejne 2 dni.

Ciag dalszy w ostatnim liscie z Indii...


      Jakub Gałka & Daria Mamica 2003-2004  cheo_AT_interia.pl (_AT_ = @)